Kortyzol - hormon regulujący Twój codzienny rytm
Kortyzol często trafia na czarną listę hormonów. Kojarzy się ze stresem, napięciem i przemęczeniem. Tymczasem prawda jest prostsza: kortyzol nie jest ani dobry, ani zły. Jest sygnałem. A dokładniej - częścią precyzyjnego rytmu dobowego, który każdego dnia reguluje energię, czujność i sen.
W zdrowym organizmie poziom kortyzolu naturalnie rośnie rano i spada wieczorem. Ten poranny wzrost – nazywany reakcją kortyzolu na przebudzenie - osiąga swój szczyt w ciągu 30-60 minut po obudzeniu. To on pomaga nam się rozbudzić, uruchomić ciało i wejść w tryb działania. Problem zaczyna się wtedy, gdy ten rytm zostaje zaburzony.
Co się dzieje, gdy rytm kortyzolu się rozjeżdża?
Jeśli poranek jest „rozmyty” - bez wyraźnego bodźca, światła i sygnału startu - organizm nie dostaje jasnej informacji, że dzień się zaczął. Z kolei wieczorem, gdy kortyzol powinien opadać, ciało nadal pozostaje w stanie pobudzenia. Efekt?
– trudności z zasypianiem
– uczucie zmęczenia mimo snu
– napięcie w ciele
– wrażenie, że organizm nie potrafi się „przełączyć”
Dlatego największy wpływ na sen ma często nie wieczór, a poranek.
Poranek: krótki bodziec zamiast miękkiego startu
Zdrowy rytm jest prosty: wyższy kortyzol rano → niższy wieczorem. Aby „złapać” poranny szczyt, organizm potrzebuje jasnych sygnałów: światła, ruchu i bodźca sensorycznego. Nie zawsze są to miękkie kapcie i przytulny szlafrok. Czasem lepiej działa coś, co wyraźnie pobudza układ nerwowy.
I tu pojawia się Pranamat.
Wystarczy stanąć rano na macie i poczuć to charakterystyczne, ostre, ale przyjemne mrowienie. To krótki, intensywny bodziec sensoryczny, który:
– pobudza receptory w stopach
– aktywuje układ nerwowy
– pomaga przejść z trybu snu do trybu ruchu
To prosty sposób, by wesprzeć naturalny poranny sygnał kortyzolu, bez kawy i bez pośpiechu.
Wieczór: to samo narzędzie, inny kierunek
Wieczorem zasady się odwracają. Kortyzol powinien być niski, a ciało gotowe do wyciszenia. Leżenie na plecach na Pranamacie działa wtedy zupełnie inaczej. Intensywność bodźca stopniowo ustępuje miejsca rozluźnieniu, spowolnieniu oddechu i poczuciu odprężenia.
To ten sam przedmiot, ale zupełnie inna informacja dla organizmu:
„możesz zwolnić”.
Kiedy poranek jest wyraźnie „ustawiony”, a wieczór wspiera wyciszenie, rytm dobowy zaczyna działać na Twoją korzyść. A sen - zamiast wyzwaniem - staje się naturalnym domknięciem dnia.